|
SZKOLENIA |
|
Delegowanie pracowników w ramach swobody świadczenia usług i zatrudnianie cudzoziemców w Polsce 2010 – jak stosować najnowsze przepisy?
|
|
|
|
|
|
|
Historia bezrobocia: pracę traciło nawet 9 tysięcy osób dziennie |
|
Co trzeci Polak nie ma wątpliwości. To bezrobocie i trudności ze znalezieniem pracy są najbardziej negatywnym skutkiem zmian ustrojowych sprzed 20 lat.
W 1990 roku
przestało obowiązywać popularne hasło czy się stoi, czy się leży, dwa
tysiące się należy, wraz z wynikającymi z inflacji wariacjami na temat
kwoty. Obowiązek pracy przestał istnieć, a w świadomości Polaków funkcjonować
zaczęło pojęcie, dziś powszechnie uznawane za upiora zmian ustrojowych - bezrobocie.
To ono jest bohaterem kolejnego odcinka cyklu
XX-latka, podsumowującego zapoczątkowane przez reformy Leszka Balcerowicza
Pierwszy
pomiar stopy bezrobocia, w styczniu 1990 roku wrażenia jeszcze nie robił.
Według GUS pracy nie miało wówczas 0,3 procent czynnych zawodowo Polaków.
Bezrobotnych zaczęło jednak lawinowo przybywać i już pod koniec roku okazało
się, że pracy nie ma przeszło 1,1 miliona osób.
Trudno się
zatem dziwić, że cotygodniowe, telewizyjne pogadanki z pierwszym
niekomunistycznym ministrem pracy - Jackiem Kuroniem - gromadziły przed
telewizorami nawet 12 milionów zaniepokojonych rozwojem wypadków widzów.
Kuroń nie
tylko mówił, ale również robił. Nierozerwalnie związanym z nim atrybutem będzie
już na zawsze talerz zupy, ochrzczonej od jego nazwiska mianem kuroniówki,
którą na ulicach Warszawy osobiście rozdawał najbiedniejszym. Nazwę tę przejął
później w potocznej polszczyźnie zasiłek dla bezrobotnych.
Kuroń
jeździł też po Polsce, słuchał ludzi i tłumaczył zachodzące zmiany. Nie nosił
garnituru, budził zaufanie, więc ludzie mu wierzyli. Wierzyli też, że państwo
nie zostawi ich samym sobie. Jeszcze w styczniu 1990 roku 57 procent
ankietowanych przez CBOS było przekonanych, że tracąc pracę, będą mogli liczyć
na pomoc państwa. Wątpliwości miały cztery na dziesięć osób.
Rzeczywistość
zweryfikowała jednak tę wiarę. Już osiem lat później dwie trzecie Polaków miało
świadomość, że na bezrobociu będą musieli radzić sobie sami.
W kolejce po
zasiłek
W krajobraz
rynku pracy wpisywać się zaczęły wydzielane od 1990 roku z wydziałów do spraw
zatrudnienia urzędów miast i gmin nowe jednostki. Urzędy Pracy, pieszczotliwie
nazywane pośredniakamiMój dom grupy IRA
z 1991 roku, czy Na bruku zespołu T.Love, z płyty wydanej rok wcześniej.
Pośredniaki szybko stały się symbolem zapaści na rynku
pracy. Nie sposób się temu dziwić - już w drugim roku transformacji w kolejkach
do rejestracji i po zasiłek stało przeszło dwa miliony Polaków. A w najgorszym
okresie, na początku tego wieku, zarejestrowany był w nich co piąty zdolny
do pracy Polak.
Zasiłek dla
bezrobotnych to przywilej
dla bardzo nielicznej grupy osób zarejestrowanych w urzędach pracy. W 1995 roku
przysługiwał jeszcze połowie bezrobotnych. Od 2001 roku na finansowe wsparcie
może liczyć jednak mniej niż co piąty bezrobotny.W rekordowym pod tym względem
styczniu 2004 roku codziennie przybywało 9,3 tysiąca bezrobotnych. Do
urzędów pracy w całej Polsce zgłosiło się ponad 291 tysięcy osób. Rekordową
liczbę zarejestrowanych Polaków urzędy pracy odnotowały jednak rok wcześniej. W
lutym 2003 w oficjalnych statystykach figurowało dokładnie 3 mln 344 tys.
158 osób, a stopa bezrobocia sięgnęła rekordowego poziomu 20,7 procent.
Nowa forma
kredytu: zeszyt
Ci, którym
dane było uniknąć zawirowań i nie musieli martwić się o znalezienie nowej
posady, cieszyć się mogli rosnącymi płacami - choć rzecz jasna nie tak szybko,
jak by chcieli. To nie one jednak przejdą do historii, jako kolejny symbol
przemian. Tym została często ostatnia deska ratunku dla tych, którym pieniędzy do
pierwszego nie wystarczało. Zakupy na zeszyt.
Zjawisko
przetrwało po dziś dzień praktycznie w całym kraju, jednak kojarzone było
głównie z wiejskimi sklepami. Przede wszystkim za sprawą likwidowanych
molochów, jakimi były Państwowe Gospodarstwa Rolne.
Na terenach popegieerowskich stopa bezrobocia i tak zwany poziom
wykluczenia jest do dziś najwyższa w Polsce.
Sejm ostatecznie wydał na nie wyrok 19 października 1991 roku. Szybko jednak
okazało się, że spora grupa spośród 700 tysięcy byłych pracowników PGR-ów
nie potrafi sobie poradzić w nowej rzeczywistości. Obraz bezradności, jaka
zapanowała na terenach hołubionych przez ludową władzę przedsiębiorstw
utrwalała dodatkowo rodzima kinematografia.
Zrealizowany
przez TVP w 1997 roku film Arizona Ewy Borzęckiej zdobywał nagrody na
kilku festiwalach. Cztery lata później, przerysowany temat popegiereowskiej
rzeczywistości posłużył też Juliuszowi Machulskiemu za kanwę komedii Pieniądze
to nie wszystko.
Za chlebem
na Zachód
Odsetek
Polaków bez pracy wyraźnie zaczął maleć w 2004 roku. Statystyczny, pozytywny
trend utrzymał się przez cztery lata. W 2008 roku udało się, pierwszy raz w
historii, nie licząc roku 1990, osiągnąć poziom poniżej 10 procent.
Jednak to
nie poprawa sytuacji w kraju - choć ona również oczywiście miała wpływ - była
decydująca. Nie sposób nie zauważyć, że statystyki wyraźnie zaczęły się
poprawiać wraz z otwarciem rynków pracy w Unii Europejskiej, po przystąpieniu
Polski do Wspólnoty, w maju 2004 roku.
Według
ostatnich danych GUS, za pracą wyjechało z Polski ponad 2 miliony tak zwanych nowych
emigrantów. Większość - po 2004 roku. Dziś jest ich prawie trzykrotnie
więcej niż przed akcesją, a w przypadku krajów Unii przyrost jest jeszcze
większy. W porównaniu z pierwszymi danymi, zebranymi podczas Narodowego Spisu
Powszechnego z 2002 roku, nowa Polonia w krajach Unii jest dziś cztery
razy liczniejsza.
Problemy na
rynku pracy i wynikające z nich wprost kwestie utrzymania wymieniamy w
pierwszej kolejności, myśląc o negatywnych skutkach transformacji zapoczątkowanych
przez reformy Leszka Balcerowicza. Wśród dziesięciu
największych zmian in minus, jakich w związku z nimi doświadczyliśmy, aż
cztery związane są właśnie z tą sferą życia
Jednak,
pomimo minusów, zdecydowana większość Polaków jest dziś przekonana, że warto
było dwadzieścia lat temu zmieniać panujący w kraju ustrój. W ubiegłym roku do
takiego stanowiska przyznawało się ankieterom CBOS aż 82 procent Polaków.
Akceptacja rośnie wraz z upływem czasu. Na podobne pytanie, zadane w 1994 roku
twierdząco odpowiedziało tylko 60 procent Polaków.
zmiany gospodarcze w Polsce.
doczekały się nawet uwiecznienia w tekstach
przebojowych piosenek. Dość wspomnieć refren przeboju
|
|
|
| |
|