|
Zaczyna się wielkie odliczanie: za kilka miesięcy Niemcy i Austria, które od ponad 6 lat ograniczają Polakom dostęp do swego rynku pracy, otworzą go dla nas całkowicie. Największe wzięcie będą mieli informatycy, inżynierowie, budowlańcy, pielęgniarki i opiekunki, ale także pracownicy branży hotelarskiej i usługowej. Szansa na zdobycie pracy będzie przede wszystkim w centralnych i zachodnich landach Niemiec
To grozi kolejną falą emigracji zarobkowej,
jeśli nie w skali całego społeczeństwa, to przynajmniej niektórych profesji -
ostrzegają socjolodzy i demografowie. - Zadziałać mogą tutaj trzy czynniki:
bliskość geograficzna, wciąż jeszcze atrakcyjne zarobki oraz tzw. network,
czyli sieć rożnego rodzaju powiązań rodzinnych i towarzyskich - wylicza prof.
Krystyna Iglicka z Centrum Stosunków Międzynarodowych.
Jeśli prof. Iglicka ma rację, to regionem szczególnie podatnym na
odpływ pracowników może być województwo śląskie, od dziesięcioleci już
zasilające rynek w "Reichu" mniej czy bardziej wykwalifikowanymi
pracownikami. Wiosną ubiegłego roku w pięciu dużych miastach Polski, m.in. w
Katowicach, powracających z emigracji zapytano, gdzie byliby skłonni znów
ruszyć za chlebem. Niemal co piąty deklarujący taki zamiar katowiczanin wskazał
właśnie Niemcy. To był najwyższy wskaźnik w kraju.
Najsilniejszą pokusą będą, rzecz jasna, pieniądze. W ubiegłym roku opiekunka do
dzieci mogła zarobić w Niemczech ponad 1800
euro
miesięcznie, barman ponad 1900 euro, a kucharz ponad 2000 euro. A te zawody
zamykały niemiecką tabelę płac! Informatycy - dla których zresztą szlaban
został już dawno uchylony - mogą liczyć na wielokrotność tych kwot!
- Jeśli w regionie będzie brakować miejsc pracy spełniających aspiracje młodych
ludzi, to taka migracja jest nieuchronna. Nie sądzę jednak, by miała tak duże
rozmiary, jak ta po 2004 roku. Będzie to raczej dotyczyć pewnych kategorii
zawodów - prognozuje prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu
Śląskiego.
Tyle że Niemcy zamierzają szukać u nas nie tylko pracowników, ale i uczniów.
Niemiecka izba rzemiosła chce od 2011 r. werbować uczniów do zawodówek także w
Polsce i w Czechach. Napisała o tym kilka dni temu gazeta "Suddeutsche
Zeitung".
O tym, jak bardzo Niemcy nas w tej materii liczą, przekonamy się już jutro. W
Katowicach, Bielsku-Białej i Częstochowie rozpoczynają się bowiem się
Europejskie Targi Przedsiębiorczości, Pracy i Edukacji. Wśród 131 pracodawców z
kraju i Europy ciekawą ofertę zapowiadają m.in. doradcy zawodowi z berlińskiego
urzędu pracy.
Nowa emigracja do Niemiec?
W piątek w Katowicach, Bielsku-Białej i Częstochowie odbędą się Europejskie
Targi Przedsiębiorczości, Pracy i Edukacji. To największa tego typu impreza w
regionie. Swoje oferty zatrudnienia przedstawi 131 pracodawców z kraju i
zagranicy. Te ostatnie będą między innymi reklamować doradcy zawodowi z
berlińskiego urzędu pracy. Po tym, co zaproponują nam Niemcy i inni oraz jak my
zareagujemy na te propozycje, będzie można wstępnie ocenić, czy czeka nas druga
fala wielkiej emigracji za chlebem do Niemiec.
- To nie jest ich pierwsza wizyta u nas, Niemcy są obecni na naszym rynku pracy
od kilku lat. Ale spodziewamy się, że zainteresowanie ich ofertą będzie większe
niż do tej pory - mówi Aleksandra Skalec, rzeczniczka Wojewódzkiego Urzędu
Pracy.
Przyczynę tego wzrostu zainteresowania łatwo odgadnąć: w maju przyszłego roku
Niemcy zlikwidują wszelkie bariery ograniczające Polakom dostęp do ich rynku
pracy. Zobowiązuje ich do tego
prawo
unijne. Jak przypomina dr Waldemar Czachur z Centrum Stosunków
Międzynarodowych, to właśnie Niemcy - najdłużej ze wszystkich państw Wspólnoty
- blokowały nam dostęp do pracy w swym kraju.
- Zgodnie z zapisami traktatu akcesyjnego, mogli to czynić przez siedem lat. I
wykorzystali tę możliwość do maksimum. Robili tak z przyczyn politycznych -
ocenia dr Czachur. Wskazuje zarazem, iż opuszczony przez Niemców szlaban na
zatrudnienie nie dotyczył wszystkich zawodów.
Według dr. Czachura, w ostatnich dwóch-trzech latach nastąpiła pewna
liberalizacja. Co prawda nadal trzeba było występować o pozwolenie na pracę,
ale wysoko wykwalifikowani specjaliści, zwłaszcza informatycy, bez trudu je
uzyskiwali.
Tymczasowo za naszą zachodnią granicą mogli też pracować
studenci i pracownicy sezonowi. Wedle szacunków GUS, pod koniec
2008 roku na ponad 2,2 miliona polskich emigrantów ok. 490 tysięcy przebywało w
Niemczech. Teraz to się zmieni. Pracy w Niemczech szukać będzie mógł każdy,
niezależnie od wykształcenia i kwalifikacji. Zdaniem demograf prof. Krystyny
Iglickiej uruchomi to kolejną falę wyjazdów zarobkowych.
- Potencjał migracyjny naszego kraju jeszcze się nie wyczerpał. Udział w
kolejnych migracjach wezmą zarówno osoby przebywające jeszcze w Polsce, jak też
te, które już z niej wyjechały i obecnie szukają swojego miejsca w świecie -
komentuje prof. Iglicka.
Pozostaje pytanie, jaka będzie skala tej migracji i jak licznie wezmą w niej
udział
mieszkańcy
naszego regionu. Eksperci wskazują trzy czynniki, które mogą napędzać wyjazdy
zarobkowe Ślązaków do Niemiec: atrakcyjne zarobki przy stosunkowo niskich
kosztach i krótkim czasie dojazdu w rodzinne strony (kapitalny na to wpływ ma
autostrada A4, która sprawia, że z Katowic do Berlina można dotrzeć w kilka
godzin), wciąż żywa na Śląsku tradycja "saksów w Reichu" oraz sieć
powiązań rodzinno-towarzyskich.
Czasowe wyjazdy do pracy w Niemczech są co roku udziałem tysięcy Ślązaków,
mających krewnych lub znajomych za naszą zachodnią granicą. Chętnych do
przeniesienia się na stałe nie brakuje. Rok temu socjolodzy przeprowadzili w
Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Rzeszowie i Warszawie ankietę wśród osób, które
dopiero co wróciły z emigracji. Pytano m.in. o gotowość do dalszych wyjazdów za
chlebem. Spośród tych, którzy deklarowali taką chęć, przeszło 11 procent
wskazywało Niemcy jako kraj docelowego pobytu. W Katowicach ten odsetek przekraczał
już jednak 18 procent. Wyżej punktowana była tylko Wielka Brytania.
Największe szanse na zdobycie pracy są w centralnych i zachodnich landach
Niemiec. Prócz wspomnianych już informatyków, za Odrą potrzebni są
inżynierowie, budowlańcy, pielęgniarki, opiekunki, a także pracownicy sektora
pomocy domowej, usług i gastronomii (o skali tego zapotrzebowania najlepiej
świadczy fakt, iż niemiecka izba rzemiosła zamierza rekrutować w Polsce uczniów
do szkół zawodowych). Na rodzimym rynku pracy zarobią zdecydowanie mniej, a
poza tym nie dla wszystkich w ogóle jest jakakolwiek posada. W ubiegłym roku w
pośredniakach naszego regionu zarejestrowało się ponad 650 pielęgniarek, ale
ofert pracy dla nich napłynęło niespełna 350. W przypadku kucharzy czy pracowników
sektora hotelarskiego te proporcje wyglądają jeszcze gorzej.
- Nie sądzę, aby nastąpił tak masowy odpływ młodych ludzi jak po roku 2004.
Natomiast w pewnych enklawach ubytek może być odczuwalny. Szkoda, że wśród
zawodów zagrożonych takich ruchem są kształceni u nas pracownicy socjalni
przygotowani do indywidualnej opieki. W kraju mogą liczyć na niewielkie
zarobki, a w Niemczech istnieje spora grupa starszych, nieźle uposażonych osób,
które nie chcą zdawać się na państwowe instytucje i gotowe będą dobrze zapłacić
za indywidualną opiekę - mówi prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu
Śląskiego.
490 tys.
tylu Polaków, według ostatnich szacunków Głównego Urzędu Statystycznego,
przebywa w Niemczech
18,8 proc.
chcących wyjechać za chlebem katowiczan zamierza szukać go w Niemczech
19 euro
tyle brutto można było zarobić średnio za godzinę pracy w Niemczech w IV
kwartale ubiegłego roku
Źródło: Polska Dziennik Zachodni
|